piątek, 30 października 2009

Piątek muzycznie

Greg ma nieco racji z tym, że na blogu ostatnio więcej filozofii i taplania się w fekaliach życia, niż punkowej rewolucji. Chociaż ciągle wierzę w to, że sadatyzm magiczny jest teorią na tyle wywrotową, obrazoburczą i wypiętą pośladkami w kierunku społeczeństwa, że ma szansę jeszcze prowadzić pod swoim przewodem konserwatywno-punkową armię w ataku na bastylię gównianego porządku świata.

Ja z kolei ostatnimi czasy wiodę dosyć punkowe życie. O ile oczywiście uznamy, że jego wyznacznikiem jest częstotliwość kontaktów z panem alkoholem. Zdarzało się, niejeden raz, budzić się w błogim stanie i spędzać w nim poranek i przedpołudnie. Niby nic złego, ale nabiera to innego znaczenia, gdy ów błogostan przeżywa się siedząc w pracy. Jako że jednak średnio czuje się w roli prawdziwego panczura, postanowiłem zerwać z tym hobby i zostać straight edge’owcem. Oczywiście, takim z podejściem selektywnym do rygorów nowego wyznania. Pewnie będzie jak w tym dowcipie z lat 80-tych, jak to załoga punkowa jechała do Jarocina pociągiem. Chlanie, jedna wielka rozpierducha i nagle jeden z załogantów mówi: mi to nie lej tak dużo, bo w końcu jestem SE.

W piątek jak to w piątek, pora powyciągać jakieś nutki z mojej głowy. Na początek pójdzie może The Clash.

Z nimi jest taki problem, że ich lubię, chociaż nie powinienem, bo chłopacy byli zaangażowani po złej stronie politycznej barykady niż my. Ale wyciągamy do nich rękę i w imię pojednania, wybaczamy im te bzdety, które wyśpiewują. Tym bardziej, że to oni, wg wielu, zabili prawdziwego punk rocka, podpisując profesjonalny kontrakt z globalną wytwórnią płytową. Tacy to z nich buntownicy. Zresztą z taką muzyką to co oni tam mogli burzyć. Cytując Alternatywy 4 – na takiej ścianie, to pan nawet nie powiesisz panie rogów szczura, a co dopiero jelenia.

Żeby nie było aż tak ostro i punkowo, pora na coś czarnego. Czarne jest małe, stare i grube, ale jak toto śpiewa. Pięknie śpiewa i pięknie gra. W ogóle lubię bluesa, ta muzyka ma taki ładunek emocjonalny, że czasem po przesłuchaniu jednej płyty sam czuje się murzynem i zaczynam zbierać bawełnę po okolicznych polach. BB King kiedyś, gdy został zapytany czy jest szczęśliwym człowiekiem, odpowiedział w taki mniej więcej sposób: szczęśliwym? Jak mogę być szczęśliwy, przecież ja gram bluesa. Ten cytat to mi kiedyś Greg opowiadał – mówię, żeby się nie czepiał.


Nie jest to muzyka eksplodująca radością, to muszę przyznać. To ja idę pozbierać sobie nieco bawełny...