Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bok van blerk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bok van blerk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 maja 2010

Co te małpy zrobiły z moim ulubionym krajem

Się kurwa wzruszyłem i zdenerwowałem, więc postanowiłem napisać kolejny raz.

Jak wiecie albo i nie, razem z Gregiem jesteśmy w sercu afrikaans i boli nas to co czarnuchy zrobiły z „naszą” Republiką Południowej Afryki. Dać małpie zegarek to go zje i zepsuje. Dać małpie do rządzenia kraj, to doprowadzi go do absolutnej ruiny. Taka prawda, a dzieje ostatniego półwiecza na Czarnym Lądzie jedynie to potwierdzają. Właśnie mija pięćdziesiąt lat od pamiętnego roku 1960, kiedy to bodaj 17 państw uzyskało niepodległość, rozpoczynając nową epokę w dziejach kontynentu. I jaki mamy tego efekt? Afryka to jedyne miejsce na świecie gdzie z roku na rok żyje się ludziom gorzej, gorzej i gorzej. Nawet jeżeli bardziej źle już zdaje się, że być nie może, beznadzieja przebija kolejne pokłady dna zmierzając do jądra ciemności.
Ostatnio przeczytałem książkę pewnego reportera, który to postanowił przebyć trasę Henry’ego Mortona Stanleya po rzece Kongo. W drugiej połowie XIX wieku było to miejsce groźne, a po ponad stu latach... jest jeszcze groźniejsze. Relacja Tima Butchera z dawnego Zairu (dzisiaj to DEMOKRATYCZNA Republika Kongo) może wprawić w zdumienie. Wiemy, że dzieje się tam źle, wiemy, że to miejsce zapomniane przez Boga. Mamy świadomość nawet tego jakim dzikim zwierzęciem jest homo sapiens i do jakich okrutności jest zdolny wobec swoich pobratymców. Ale nawet to wszystko nie pomaga, by czytać tą relację ze zrozumieniem. Zamknięci w swoim świecie chyba nie zdajemy sobie sprawy jak bardzo zły obrót przybrały sprawy w dawnej perle Afryki. Opis kraju zniszczonego, biednego, dzikiego i zastraszonego jest o tyle przerażający, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu było to miejsce nie tylko bezpieczne dla lokalnej ludności, ale bezpieczne dla turystów. Butcher z niedowierzaniem (choć ma świadomość, że takie właśnie są fakty) słucha wspomnień starszych ludzi, którzy w młodości mieli pracę i status społeczny, zaś kończą jako zastraszeni staruszkowie dogorywający pośród zgliszczy dawnej prosperity. Książkę polecam serdecznie.


Ale nie o Kongo chciałem napisać tylko o RPA.

Trafiłem ostatnio na kolekcję zdjęć z lat 60-tych, gdzie ówczesny Johannesburg czy Pretoria kwitną. Ulice są pełne samochodów, a ludzie wyglądają jakby wiedli życie spokojne i bezpieczne. Zarówno biali, kolorowi jak i czarni. Obrazki jak z USA albo Europy Zachodniej. Czy to przypomina jakkolwiek Afrykę naszych czasów?



Obrazki pochodzą stąd - http://www.flickr.com/photos/intervene .
Coś nie mogę się od tych zdjęć odpędzić w myślach.
Przedziwna wyprawa w przeszłość i idylliczne wspomnienie raju utraconego. Nie takiej Afryki się przecież spodziewamy. Dzisiaj wygląda ona tak jak tutaj:



To wszystko zdjęcia pochodzące z tego przerażającego bloga traktującego o prawdziwej śmierci Johannesburga - http://deathofjohannesburg.blogspot.com/ . I nie są to bynajmniej jakieś peryferia miasta, ale dawne okolice reprezentacyjne po kilkunastu latach od upadku apartheidu. Dać małpce kraj...

Się naprawdę zdenerwowałem, tym bardziej, że zawsze chciałem pojechać do RPA ale państwo, które chciałem zobaczyć rozpada się na oczach całego świata. Jestem ciekaw zbliżających się MŚ 2010 i tego co świat powie na to co zobaczy na miejscu.
Na ukojenie nerwów muszę sobie posłuchać starego dobrego Boka von Blerka.

Afrikaanhart!

niedziela, 8 listopada 2009

Bohaterowie zapomnianej wojny

Jak czytelnicy naszego bloga doskonale wiedzą, szanujemy i popieramy naród burski. Z pewną dozą dumy, możemy o sobie napisać, że w Polsce jesteśmy forpocztą i głównym medium, które ten temat w ogóle podejmuje. Nie boimy się powiedzieć wprost głupim lewakom, którym marzyła się bajka w czarnych kolorach: „ale to zjebaliście. Znowu”.

To temat rzeka, a ja coś nie mam koncepcji, by usmażyć poważny tekst o owych dzielnych białych ludziach walczących od lat z nieprzychylnym sobie żywiołem. Komu jak komu – im należy się chwila powagi, bez wspominania o gównie. Więc zamiast słów, niech brzmi muzyka i kilka zdań wytłumaczenia dla tych z Was, którym nie chce się samodzielnie myśleć.

Bo w Gazecie Wiewiórczej nie przeczytacie o wojskach SADP, które przez kilkadziesiąt lat zaangażowane były w obronę granic RPA przed czerwoną inwazją. Wtedy byli przydatni, dzisiaj nikt o nich nie chce pamiętać. I nie walczyli przecież, tak jak Amerykanie choćby w Azji płd-wsch. w imię trudnych do zrozumienia globalnych interesów. Oni walczyli w obronie swojej ojczyzny. W tych konfliktach, po jednej stronie stali Oni, po drugiej czarnoskróre wojska suto sponsorowane i dotowane przez Kubę i przede wszystkim USSR. To nie była zimna wojna, toczona w ciepłych wnętrzach politycznych gabinetów. To była prawdziwa krew prawdziwych ludzi, przelewana po to, by komunistyczna zaraza nie zdobyła dla siebie kolejnego przyczółka na mapie świata. To była prawdziwa walka o życie i przeżycie tej garstki ludzi mających odwagę myśleć samodzielnie. Wtedy byli potrzebni, dzisiaj wszyscy mają ich w poważaniu. Takie to gówniane koleje historii.
A piosenka i film poniżej są po prostu piękne.

To nie byli wyżyłowani amerykańscy marines zaprogramowani na zabijanie. To w większości ochotnicy, którzy byli gotowi oddać życie dla swego Volkstaad.

Bok van Blerk to obecnie jeden z moich ulubionych artystów. Śpiewa nie tylko o trudnej przeszłości, ale i obecnych problemach z jakimi burowie muszą sobie radzić. Teledysk poniżej nie miałby szans na emisje gdziekolwiek – i nie szkodzi, że nie ma w nim nic niestosownego. My nie mamy takich oporów.


Tyd om te trek, czyli czas na wędrówkę, czas odejść. To bardzo smutna piosenka, która obrazuje to co czuje coraz więcej afrykanerów. Obecnie są to ludzie, którzy żyją we wrogim sobie kraju, bo nie można powiedzieć, że arcy niebezpieczne RPA jest ciągle ich. To ich ziemia, ich własność ale nie ich państwo, niestety.
Jestem ciekaw co tzw. "opinia publiczna" powie o Afryce Południowej, gdy będą tam trwały MŚ w przyszłym roku. Ilu kibiców będzie musiało zginąć czy otrzeć się o śmierć, ile napadów będzie musiało mieć miejsce, by ktoś miał odwagę powiedzieć, że nowoczesne RPA to dzicz?

Jak się podoba, to poniżej tekst i tłumaczenie na angielski, przy tej piosence nie pomaga nawet buddyzm i sadatyzm magiczny, trzeba uronić łzę.

TYD OM TE TREK?
Afrikaans - English Lyrics

Ek het jou nie verloor nie – I did not lose you
Maar wat het jou gewen? - But what has won you?
Jou paspoort op die tafel – Your passport on the table
Het my hier vasgepen – Has penned me down
Jy sê daar kom ‘n oorlog – You say that a war is coming
Wat diep daar in jou brand – that burns deep inside you
Jy vra kom ek saam na waar jy moet gaan – You ask, am I coming with to where you must go
Jy sê dis tyd om te trek – You say, it’s time to move
Om jou hart te vat – to take your heart
Jy sê dis nie om ons uitmekaar te spat – You say, it is not to cause us to scatter apart
Maar jou woorde aan my – But your words to me
Wil ek hier agter bly – do I want to stay here
Want as jy vra moes jy vra – because if you ask you had to ask
Maar jy’t my gesê – but you told me
Van jou wyse plan is dit wat jy wou hê – Of your wise plan is this what you wanted
Daar’s geen plek vir jou hier – there’s no place for you here
Jy sê dis tyd om te trek – You say, it’s time to move
Daar is soveel meer wat ek wou sê – There is so much more I wanted to say
En wat ek oor wou hê – and what I wanted to happen
Maar hier in donker Africa – But here in dark Africa
Wat soveel van ons vra – That asks so much from us
Wat sou dit kos om net te bly – What would it cost to just stay
Jou woorde was te duur – Your words were too costly
Want wat jy wou sê – Because what you wanted to say
Was geskryf teen die muur – Was written on the wall

I jak nie kochać tych burów? Przecież oni maja słowiańskie dusze, naszą fantazję i dumę. Nic dziwnego, że tak ich polubiliśmy. I z pewnością będziemy o nich pisać regularnie, bo jak nie my, to kto?

wtorek, 3 listopada 2009

Poszukiwań muzycznych ciag dalszy.

Dawno temu przy okazji tekstów dotyczących obrony praw człowieka w RPA ( ale z nas społecznie zaangażowany blog) przedstawiliśmy Wam przepiękną piosenkę Bok'a van Blerk'a pt De la Rey, opowiadającą o Jakubie Herkulesie de la Ray, generale burskim oraz o ciężkiej i krwawej wojnie z Brytyjczykami o niepodległość Transvaalu. Ten przepiękny utwór oraz sympatia jaką darzymy afrykanerską kulturę skłonił nas do dalszych poszukiwań muzycznych.
Szczerze powiedziawszy mój pierwszy kontakt z muzyką z RPA to wspaniały grind-core'owy zespół Groinchurn. Było to pod koniec lat 90. Był to jeden z nielicznych zespołów z Południowej Afryki, który jakoś zaistniał na europejskiej i amerykańskiej scenie muzyki ekstremalnej.

Ten klip nie przedstawia w pełni tym czym jest ten zespół. Grali oni ( być może grają jeszcze) niesamowitą mieszankę grind core z death metalem i punkiem. A to wszystko w jakimś niezwykłym południo-afrykańskim stylu. Wszystko mi się w tym zespole podobało od muzyki przez image i ogólny layout po właśnie tą egzotykę. Kapela funkcjonowała w podziemiu więc próżno było szukać ich nagrań w sklepach. Ja kupowałem ich kasety z wysyłkowego katalogu oświęcimskiej wytwórni Mad Lion Records. Na pewno mam je w Polsce do dziś, jak również zajebiste wlepki zespołu. Troszkę odchodząc od tematu muszę powiedzieć, że dzięki Mad Lion, człowiek mógł sobie kupić perełki polskiej, czeskiej i światowej sceny grind core, crust punk, death metal czy innych pojebanych gatunków muzyki. Wracając do tematu muszę powiedzieć, że bylem wielkim fanem Groinchurn, chociaż niestety nie udało mi się załapać na ich polsko-czeską trasę koncertową. A wiadomo, ze z RPA do Europy to za często na koncerty sie nie przyjeżdża.
W roku 2001 jeden z kolesi odszedł ( może w cale nie odszedł tylko se coś tam na boku pogrywał, nie pamiętam już a piszę z pamięci) z Groinchurn i założył nie mniej elektryzującą grupę Insek
Nieprawdaż, że urokliwy kawałek? W dodatku, ze zaśpiewany w afrikaans.

Potem urwał się mój kontakt z muzyka z RPA. Do czasu kiedy zacząłem pracować w Irlandii w mojej stali. Tam miałem paru burskich kierowców. Pamiętam jak jeden z nich przyjechał pierwszy raz. Nie bardzo wiedziałem z kim mam do czynienia, gdyż z jego kabiny dobiegały przedziwne dźwięki. Polki wymieszana z oberkami, ogólnie rodzaj muzyki której możemy się spodziewać na bawarskim oktober feście. Dzisiaj bym się już nie zdziwił ale wtedy był dla mnie to mały szok. Ogólnie można powiedzieć, że przeciętny Afrykaner ma gust muzyczny zbliżony do przeciętnego Holendra, Niemca, Czecha czy Polaka. Lubi dobre, melodyjne piosenki jak na przykład ta:



albo ta



Szczególnie ta pierwsza, śpiewana przez Waldo Lotz'a, przypadła bardzo do gustu redaktorowi Sadatowi. ta muzyka pokazuje jak bardzo Afrykanerzy są podobni do Polaków, mają te same gusta, tak samo kochają i wzdychają. Tak samo bije im serce. Dlatego te dźwięki jeszcze bardziej przybliżyły nam do serca naród burski.


Na koniec człowiek, który w naszym rankingu ostro konkuruje ze wspomnianym Bok'iem van Blerk. Anton Myburgh we wspaniałem piosence Boer en Sy roer.




to nie koniec naszych poszukiwań tzw "muzyki świata". Spodziewajcie sie jeszcze wielu pięknych piosenek.