Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ile zarabia piłkarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ile zarabia piłkarz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 lipca 2011

Bat na leni, czyli Józek in action once again

„Nasz” prezes, od dawna to powtarzam, poprowadzi Polonię na dno. Po nim nie zostanie już nic – poza wspomnieniami stetryczałych pierników, które będą wygłaszane znudzonym wnuczkom za kilka dekad. Biedne dzieci. Będziemy im ciągle smędzili o tym jak chodziliśmy na Polonię, ja wyciągnę kilka zdjęć z wyjazdów, z pamięci będę recytował zabawne zdarzenia, których nazbierało się przez te kilka lat bywania na K6. A one będą stukały się w czoło, zbierając swój zielony szalik i wychodząc na Łazienkowską. Czasem budzę się w środku nocy z tego strasznego snu, tylko po to by zdać sobie sprawę, że niczym Kassandra, wieszczy on naszą przyszłość.

Ale zanim do tego dojdzie, Józek napsuje nieco krwi kilku ludziom i nie sposób czasem go za to cenić. Ostatnio w mediach przewija się nadal jeden temat, a mianowicie nowy system premiowania. Polega on w skrócie na tym, że do niedawna piłkarze Polonii zarabiali pensję (sowitą, a jakże) i nic ponadto. To raczej średnia motywacja, bo czy się stoi czy się leży, 30 tysięcy na rękę co miesiąc się należy. Więc Józek wpadł na pomysł renegocjacji umów. 20% pensji idzie do zamrażarki – na koniec sezonu uzbierana kwota ulegnie bodaj podwojeniu, czy nawet potrojeniu, jeżeli drużyna zdobędzie mistrzostwo. W przypadku drugiego miejsca – zostanie oddana bez żadnych matematycznych machinacji. W przypadku wyniku słabszego – przepada. Do tego dochodzą jeszcze bardzo zachęcające premie za wygrane mecze, czyli kolejny miły dodatek do zgarnięcia z boiska, którego nie było. W ich przypadku, nie ma mowy o żadnym „zamrażaniu”. Warto po prostu wygrywać, a pieniądze leżą na murawach. W efekcie, zarobić można znacznie więcej, trzeba jedynie chcieć. No ale komu w tym kraju się chce? Najwyraźniej nie chciało się ani Panowi Arturowi Sobiechowi, ani Panowi Euzebiuszowi Smolarkowi, bo nowych umów podpisać nie chcieli. Pół narodu i mediów stanęło za nimi murem.

Jak to w Polsce bywa, temat związany z zaglądaniem do cudzych kieszeni, wywołał ożywione dyskusje. Dziwi mnie, że ktokolwiek ma czelność podnosić larum, że zmiana umów (za zgodą stron!) jest zagraniem dalekim od uczciwości. Pacta sum servanda i owszem, nadal obowiązuje, tak samo jak prawo do renegocjacji ich warunków. Nikt nikomu nie grozi, nikt nie szantażuje. Ale to już nawet nie o legis chodzi, a o zwykłą logikę czy przyzwoitość. Polscy piłkarze to ogon Europy, pośmiewisko Azji, chłopcy do bicia dla każdego kto ma dwie nogi i kopie piłkę prosto. Stworzono im nad Wisłą cieplarniane warunki, w których grzeją się niczym salamandry na słońcu. Zarabiają w ciągu miesiąca tyle co przeciętny Polak w dwa lata. Ich praca to kilka godzin treningów i raz na tydzień góra 90 minut meczu z kolegami z pasażów galerii handlowych. Polscy piłkarze to zgraja pospolitych tępaków, którzy przez lata oszukiwali swoich kibiców, kupując i sprzedając ligowe spotkania. Polscy piłkarze to użelowane panienki, którym ciężko sklecić kilka prostych zdań. O ich wartości najlepiej świadczą przebogate kariery jakich doświadczają na Zachodzie, gdzie służą głównie do podgrzewania ławek albo krzesełek na trybunach. Stawanie po ich stronie w tym sporze to jakieś horrendalne nieporozumienie. Cała krzywda jaka im się dzieje to zmuszanie ich do jakiegokolwiek wysiłku. Tak jak przeciętny Kowalski, nagle oczekuje się od nich zaangażowania w pracy i efektów. Tylko, że w przeciwieństwie do szaraczków ich pensja to marzenie 95% rodaków. Ochronny klosz został jedynie lekko uchylony, a już połowa z nich krzywi się i panicznie trzyma się za włosy w obawie, że ich nowa fryzura ucierpi od wiatru szarej rzeczywistości. A tępa opinia publiczna jeszcze ma czelność stać za nimi murem. Za tymi glutami, które pół zeszłego sezonu przegrywali na własne życzenie. Za tymi fajfusami, którzy bardziej angażowali się w zakupy w Arkadii niż w swoją „pracą” na boisku. Jeszcze jakbyśmy mówili o Mistrzach Polski, to rozumiem, pół biedy. Ale mowa o kolesiach po zawodówkach, którzy z trudem utrzymali się w lidze, której czołowe zespoły są lane przez Kazachów, Estończyków i inne nacje o istnieniu których nie miałem pojęcia. Więc niech spierdalają.

Teraz do akcji wychowywania piłkarzy powinni przyłączyć się kibice – chociażby tak jak w tej scenie z „Domu”. Tyle że obecnie prędzej by chodziło o zakupy w butikach, bo nasi piłkarze może i nie grają zbyt wybitnie, ale ubiorami dorównują tuzom z lig angielskich i hiszpańskich.