Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarne koszule. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czarne koszule. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 31 sierpnia 2010

Nerdy on-tour, czyli wizyta na Widzewie

W minioną sobotę, jak przystało na blisko trzydziestoletnich dżentelmenów z kredytami hipotecznymi u szyi i brzuchami drugiej szczupłości, wybraliśmy się w objęcia nieznanego, czyli na wyjazd. Trochę w myśl zasady, że raz na rok to i kura może pierdnąć, bo tak się składa, że przynajmniej ja, za drużyną jeżdżę tak mniej więcej góra raz w sezonie. O poprzednich wyjazdach można sobie nawet na tym blogu poczytać – jak ktoś chce i umie szukać.

Acha, jestem mega piknikiem i na zawsze już nim będę. Na wyjazdy jeżdżą rodziny z dziećmi, emeryci, nastolatkowie z mlekiem pod nosem, więc czemu i nie my?

Nie będę się rozwodził opowieściami. Jak na Polonię, czyli klub bez kibiców, pojechało nas na Widzew Łódź sporo. Na sektorze zameldowało się bowiem 450 „nieistniejących”. Można popaść w lekką paranoję, bo skoro nas nie ma, to kto tam był? I czy w ogóle był? Biedne umysły kibicowskich troglodytów idących po pasku propagandy Jedynych Słusznych i Honorowych Klubów musiały przeżywać spore katusze i owa zagadka zapewne do dzisiaj krąży wśród nich czekając na geniusza, który to wszystko jakoś ogarnie.

Sam stadion? No cóż. To tam rozgrywano Ligę Mistrzów przed niemalże piętnastoma laty? Trudno w to uwierzyć. Jestem przyzwyczajony do ssyfu, błota i smrodu z tojtojów, ale na Widzewie nawet tych ostatnich nie ma. Wszystkiego pozostałego jest za to aż w nadmiarze. Zasieki, druty kolczaste, krzaki, drzewa i błotnista ścieżka przecinana korzeniami wita nas na dzień dobry. Całe szczęście, że sektor dla gości spory, no i widoczność niezła. Co prawda na pierwszym planie i tak widać przede wszystkim płot odgradzający nas od łódzkiej swołoczy. Ale kto by tam przyjeżdżał mecze oglądać. Ja nawet jednej akcji nie zapamiętałem.

Poniżej kilka zdjęć – tylko stadionowe widoczki i smaczki oraz pogląd na drugą stronę.





Co do gospodarzy. Widzew zaprezentował się bardzo ładnie, świetny doping. Do tego stopnia świetny, że gdy naprawdę huknęli nie słyszałem co mówi kolega stojący metr ode mnie. W naszym kierunku nie poleciał żaden kamień, co jak na warunki łódzkie należy uznać za powitanie porównywalne do wizyty Ojca Świętego.

Jak wypadliśmy my pokazuje film poniżej. W przypadku jego wykorzystania należy podać źródło więc podaję – www.ksppolonia.pl.
Nie było źle, a ja doskonale pamiętam rok zdaje się, że 2006, smutny jesienny wieczór gdzieś w środę i mecz w deszczu z Podbeskidziem. Na Kamiennej było nas wtedy chyba mniej niż na sektorze gości w minioną sobotę. Kto wie, może jednak naprawdę idzie ku lepszemu ta nasza kochana Polonia?

wtorek, 11 maja 2010

Data którą warto zapamiętać

11 maja 2010 Polonia - Legia 1:0!!!

Dzisiaj piękny dzień, godny zapamiętania na długo. Polonia w derbach Warszawy pokonała cweli!!! Po raz pierwszy od dekady. Po raz pierwszy odkąd jestem aktywnym kibicem Dumy Stolicy widzę na własne oczy zwycięstwo nad Legią. Na razie jest jeszcze niedowierzanie, bo przecież co jak co, my jesteśmy przyzwyczajeni do wiecznego smaku porażek. Ale za chwilę pojawi się radość.

Nie ma co ukrywać, że gdy padła bramka dla nas, nie tylko skakałem ze szczęścia jak małe dziecko, ale do tego dosłownie popłakałem się. Może i nerwy jakie mi Polonia serwuje skrócą moje życie o kilka chwil, ale zaprawdę Wam powiadam, że dla takich momentów jak ten dzisiaj warto przez cały sezon łapać się za głowę i serce. Już nikt nie pamięta, że jeszcze niedawno potraciliśmy punkty w ostatnich sekundach, że nasz bramkarz został pokonany nawet przez kępę trawy, że nasi zawodnicy pół sezonu najzwyczajniej przespali, a napastnicy robią wszystko byleby tylko nie strzelić komuś gola. Tak to już bywa, jeden mecz potrafi zmazać wiele. Zwycięstwo nad kanalarzami zmazuje dosłownie wszystkie grzechy, tak przeszłe jak i kilka przyszłych.




Zdjęcie tablicy wyników to będę jeszcze dzieciom pokazywał, chociaż mam nadzieję, że teraz zielona truskawka nieprędko nas pokona.

Tym samym, zapewniliśmy sobie utrzymanie w lidze, a i JW już deklaruje z uśmiechem, że nie ma serca Polonii zostawić. Dzisiejszy doping, frekwencja i zaangażowanie po obu stronach daje jakiś promyk nadziei, że jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie na K6.

Mam nadzieję, że zmieni się wiele i to na lepsze, ale pozostawiłbym jednak ładunek emocji, który nam się tu funduje. W tym sezonie było ich mnóstwo i za to kocham Polonię Warszawa :)

poniedziałek, 2 listopada 2009

Tydzień zaczęty.

budziłem się dziś nie najwcześniej. Troszkę zaspałem, ale co tam nigdzie dzisiaj mi się nie śpieszyło. Weekend minął miło ale tez bez żadnej ekscytacji. Miałem pójść w piątek na mecz z dziewczyną ale jak doszliśmy okazało się, że darmowe wejściówki, które mieliśmy są nieaktualne. Już nawet miałem się wykłócać ale sobie pomyślałem jaki to ma sens. Kłótnia w niczym nie pomoże, zostałbym odesłany od zarządu ligi irlandzkiej bo oni wejściówki rozprowadzali a nie klub FC Bohemian. To zrezygnowaliśmy, w końcu liga ta ma poziom nawet niższy niż polska. Poza tym w Polsce mimo, że na boisku nieciekawie to za to bardzo interesująco na trybunach. tutaj to na takie atrakcje nie ma co liczyć. Tutaj się udało, na stadionach nie ma przemocy. W ogóle nie ma prawie żadnej przemocy związanej z piłką nożną. To wielki sukces doprawdy, coś do czego Polska powinna dążyć. Nieważne, że poziom przemocy i przestępstw pospolitych jest tutaj przeogromny i nie ma weekendu, żeby kogoś w Dublinie nie zaszlachtowano ale najważniejsze, że nie ma tutaj problemu stadionowych chuliganów. Tylko w czasie derbów z Shamrock Rovers bywa leciutkie podniesienie adrenaliny. Teraz też Bohs grali z Rovers, ale niestety tymi ze Sligo. Sligo choć uchodzi tutaj na znaczące miasto to na warunki polskie za małe by było na miasto powiatowe. Dlatego odpuściliśmy sobie ten mecz w zupełności. Nie ważne to jednak.
Pokazuje to jednak, że nie ma to jak Polska. Och kochana ma Warszawo, jak my za tobą tęsknimy. To na Polonię można pójść, to jakiś fajny koncert albo upodlić się przynajmniej z kolegami. Jak ja tęsknię za dobrą zabawą w gronie najbliższych znajomych. Dobra muzyka, dobre wino, taniec i błyskotliwe dyskusje z pięknymi kobietami, mniej więcej tak jak na filmie przedstawionym poniżej.

Nie ma to jak upojne chwilę opierając się o, wiszącą na ścianie, flagę ze swastyką.
Tutaj to ja w ogóle nie mam z kim imprezować. Nie mam żadnych znajomych, oprócz znajomych mojej narzeczonej. Nie ważne to, nie ma co się nad sobą rozczulać. Już za jakiś czas wracamy do polski i wszystko będzie pięknie, już nie mogę się doczekać.
Przepraszam, że jakoś tak ospale piszę ale w ogóle nie mam żadnej inspiracji. Nic do głowy mi nie przychodzi, chciałem Was rozruszać i jakiś soczysty tekst wysmażyć ale nic z tego. Same smuty i nostalgie. Czasami jednak i punkowcy maja takie momenty. Idealnie to widać na przykładzie Sadata, który ostatnio ma na tyle slaby nastrój, ze nawet jakieś hippisowskie i pedalskie kawałki tutaj wrzuca. Miejmy nadzieję, że się to zmieni wkrótce i wprowadzimy trochę więcej chaosu w wasze życie. No to by było tyle na teraz,
Z narodowym pozdrowieniem
Greg

.........za rasę! za naród! za kraj! trzy razy ..............hip,hip - hurra!!!


PS. Acha, jeżeli ktoś myśli, że Polonii nikt nie szanuje to niech sobie posłucha tego. Włosi tak są nami zafascynowani, że napisali nawet piosenkę o Czarnych Koszulach. Ale cóż, wiadomo - nikt nie jest prorokiem we własnym kraju. Forza Camicie Nere!!!