Ten dzień warto zapamiętać – wielmożny Józef opchnął Polonię za paczkę fajek i w ten sposób spadliśmy wszyscy na dno futbolu. Nie ma czasu i potrzebę na bufonadę i czcze gadanie w stylu „a nie pisałem”, ale czuć było od wielu miesięcy, że coś jest na rzeczy. Zapach padliny wisiał w powietrzu i pamiętam, że chodząc na wiosenne mecze zastanawiałem się często czy to aby nie jedna z ostatnich okazji zobaczyć K6 w blasku jupiterów i z anturażem godnym bądź co bądź Ekstraklasy. To już przeszłość i w sumie dobrze, bo taka chwila musiała nadejść. Polonia za czasów JW przypominała toksyczny związek dziewczyny z porządnego domu z wiejskim parobkiem o szerokim geście i żółtymi papierami. Wiadomo,że do niczego dobrego by to nie doprowadziło, ot w drodze nad przepaść można było chociaż pojeść kawioru i zrobić zakupy cudzą kartą kredytową. Trochę nas ten JW zamienił w kurwiszony przez te kilka lat swoich rządów. Licencja, zmiany trenerów, publiczne pośmiewisko... Ale także w sferze mentalnej zaczęliśmy zdradzać zbiorowe objawy szaleństwa. Skandowaliśmy nazwisko tego wariata – ja nie, podobnie jak większość Kamiennej, ale fakt jest taki, że w pewnym okresie żyło nam się z Józkiem całkiem dobrze. Oprawa na stulecie jest dzisiaj nader wymowna – obok prawdziwych legend tego klubu umieściliśmy ostatecznie również betonowego grabarza, który zabawił się w Brutusa naszym kosztem. Kilka lat temu na derbach zawisła szmata „Jak się wkurwimy, to Was też wykupimy” - po co to komu było, ani zabawne ani złośliwe. Chwalenie się cudzym majątkiem, czujecie to kurwa? Jeszcze całkiem niedawno niektórzy z nas cieszyli się gdy podobny los spotkał Odrę Wodzisław. Cóż, zła karma zawsze do nas wraca, powtarzam to od lat i nikt mnie nie słucha. Lekcja pokory widać nam się wszystkim przyda.
Mimo wszystko, myślę, że Polonia może odrodzić się i stać się czymś zupełnie innym od swojego poprzedniego wcielenia. W końcu, powiedzmy sobie szczerze – dla piłki nożnej na nasze stadiony nie da się długo przychodzić. W tym sezonie frekwencja spadnie na łeb na szyję, jeszcze wspomnicie moje słowa. Ekstraklasa dla klimatu prawdziwej piłki oznacza śmierć. A tymczasem, na głębokim zadupiu będzie miała szansę istnieć inna jakość. W końcu możemy stworzyć klub naszych marzeń – z kaszkietami, atmosferą przedwojennego cwaniakowa, piłkarskimi strojami z przedwojnia, spikerem zapodającym komunikaty gwarą stołeczną i obowiązkowym lodziarzem krążącym między rzędami. Cyfrową tablicę zastąpi Pan Staszek, który ręcznie będzie zmieniał wynik na tablicy podmieniając plansze z cyframi. Będziemy cieszyć się z każdego zwycięstwa i chociaż pewnie czasem będzie ciężko, taka Polonia ma szansę zyskać na tym wszystkim więcej niż na kolejnych transferach popierdolonego Józia i jego cyrku.
A na otarcie łez przesympatyczna piosenka szwedzkiego kontynuatora tradycji Abby i Roxette – skocznie, radośnie i z przytupem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksp. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksp. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 17 lipca 2012
czwartek, 3 marca 2011
Rozważania o piłce, starości i obrona Józefa
Wczoraj po raz pierwszy od dłuższego czasu, ominąłem mecz Polonii. Zamiast emocji na K6 wolałem (i to bez przymusu) pójść do domu, napić się herbaty, zjeść kolację i popierdzieć w fotel z dobrą książką. Normalny dzień białego człowieka, chciałoby się napisać. Nieco wstyd, ale co ja poradzę, że biały człowiek ma już swoje lata i starcze potrzeby zaczynają dominować nad stadionowym atawizmem?
Coś chyba powoli tracę cierpliwość do tego wszystkiego związanego z Polonią. To klub przeklęty. Kto by tutaj nie został sprowadzony i tak grałby najgorzej w karierze. Nie urodził się jeszcze trener, który to wszystko byłby w stanie poukładać. Może i waleczni są Ci chłopcy na boisku, ale co z tego, skoro póki co, jesteśmy w środku tabeli i bliżej nam dna niż szczytów. Jesteśmy skazani na zagładę, co nie zmienia faktu, że i tak będę przychodził, denerwował się oraz robił sobie samemu płonne nadzieje. Nawet to co piszę teraz to takie zaklinanie rzeczywistości. Z przyjemnością przecież to wszystko odszczekam, mówiąc, że cóż, myliłem się.
Nawet już mnie nie denerwuje nasz ten raptus Józio Prezes. Co by nie mówić, to chyba jedyny człowiek w polskiej piłce, który patrzy na wszystko dookoła trzeźwym okiem. Płaci i wymaga. Zwalnia słabych. Podkreśla czego oczekuje i żąda wyników. Karze ku przestrodze, nagradza ku zachęcie. Docenia zaangażowanie i tak dalej i tak dalej. Jak w normalnej pracy. Zabawne, że to wywołuje takie zdziwienie i obrzydzenie „na salonach”. Tymczasem, stado znawców stara się nas siłą przekonać do tego, że piłka nożna rządzi się zupełnie innymi prawami od reszty świata. Jakby na to spojrzeć na trzeźwo – niekoniecznie można się z tym zgodzić. No bo niby dlaczego wszędzie trzeba ciężko pracować, a w piłce trzeba się zgrywać, dbać o atmosferę i cierpliwie czekać na wyniki? Czy piłkarze to jakiś szczególny gatunek ludzki? Nie sądze. Szczególnie, że owi piewcy odmienności to w dużej części środowisko, które przez lata żyło w świecie, gdzie wyniki to wypadkowa łapówek. To co oni mogą wiedzieć o prawdzie. Co to za dziennikarze, którzy przez lata emocjonowali się ustawionymi ligami i meczami kupionymi w pakietach? Że się kibice dawali nabrać (a i to nie zawsze) to jeszcze nic, ale profesjonaliści? Aż dziwne, że nigdy o tym nie napisaliśmy. Więc jakby co, ja tam się wstawiam za Józefem. Niech nawet wchodzi do szatni i przypomina skórokopom, że inni (tj. jakieś 98% społeczeństwa) ma od nich zdecydowanie gorzej. Do roboty!

Aż się zdenerwowałem. Napiję się herbaty, a w międzyczasie ukoję nerwy słuchając Social Distortion. Moja muzyczna nieporadność mnie czasami zawstydza. Taki dobry zespół, a ja do tej pory znałem tylko kilka utworów i uważałem ich za prekursorów pedalskiego california punk rocka. Wstyd po prostu to pisać.
Coś chyba powoli tracę cierpliwość do tego wszystkiego związanego z Polonią. To klub przeklęty. Kto by tutaj nie został sprowadzony i tak grałby najgorzej w karierze. Nie urodził się jeszcze trener, który to wszystko byłby w stanie poukładać. Może i waleczni są Ci chłopcy na boisku, ale co z tego, skoro póki co, jesteśmy w środku tabeli i bliżej nam dna niż szczytów. Jesteśmy skazani na zagładę, co nie zmienia faktu, że i tak będę przychodził, denerwował się oraz robił sobie samemu płonne nadzieje. Nawet to co piszę teraz to takie zaklinanie rzeczywistości. Z przyjemnością przecież to wszystko odszczekam, mówiąc, że cóż, myliłem się.
Nawet już mnie nie denerwuje nasz ten raptus Józio Prezes. Co by nie mówić, to chyba jedyny człowiek w polskiej piłce, który patrzy na wszystko dookoła trzeźwym okiem. Płaci i wymaga. Zwalnia słabych. Podkreśla czego oczekuje i żąda wyników. Karze ku przestrodze, nagradza ku zachęcie. Docenia zaangażowanie i tak dalej i tak dalej. Jak w normalnej pracy. Zabawne, że to wywołuje takie zdziwienie i obrzydzenie „na salonach”. Tymczasem, stado znawców stara się nas siłą przekonać do tego, że piłka nożna rządzi się zupełnie innymi prawami od reszty świata. Jakby na to spojrzeć na trzeźwo – niekoniecznie można się z tym zgodzić. No bo niby dlaczego wszędzie trzeba ciężko pracować, a w piłce trzeba się zgrywać, dbać o atmosferę i cierpliwie czekać na wyniki? Czy piłkarze to jakiś szczególny gatunek ludzki? Nie sądze. Szczególnie, że owi piewcy odmienności to w dużej części środowisko, które przez lata żyło w świecie, gdzie wyniki to wypadkowa łapówek. To co oni mogą wiedzieć o prawdzie. Co to za dziennikarze, którzy przez lata emocjonowali się ustawionymi ligami i meczami kupionymi w pakietach? Że się kibice dawali nabrać (a i to nie zawsze) to jeszcze nic, ale profesjonaliści? Aż dziwne, że nigdy o tym nie napisaliśmy. Więc jakby co, ja tam się wstawiam za Józefem. Niech nawet wchodzi do szatni i przypomina skórokopom, że inni (tj. jakieś 98% społeczeństwa) ma od nich zdecydowanie gorzej. Do roboty!
Aż się zdenerwowałem. Napiję się herbaty, a w międzyczasie ukoję nerwy słuchając Social Distortion. Moja muzyczna nieporadność mnie czasami zawstydza. Taki dobry zespół, a ja do tej pory znałem tylko kilka utworów i uważałem ich za prekursorów pedalskiego california punk rocka. Wstyd po prostu to pisać.
czwartek, 29 lipca 2010
Przed sezonem
Dawno o Polonii nic nie pisaliśmy tutaj. A wypadałoby coś wspomnieć, tym bardziej, że nasz ukochany klub ostro działa na rynku transferowym. Wojciechowski widać wziął sobie do serca hasło „Mistrz Polski na stulecie klubu”.
Ja bym osobiście wolał, by chociaż część pieniędzy idących na kosmiczne apanaże, została zagospodarowana w inny sposób. O infrastrukturze stadionowej nie ma co marzyć, bo nam WOSiR sra obok pióra, ale zorganizować w Polonii sprawną i zasobną szkółkę piłkarską? Tradycje są bogate, a na „hodowli” zawodników można dobrze zarobić. Już nie wspominając o tym, że tym cwelom z ratusza byłoby niewsmak, gdyby klub, którego udają że nie widzą, zajmowałby się stołeczną młodzieżą z przytupem i efektami.
Może jak już powstanie baza w Markach, coś ruszy i w tym temacie.
Póki co jednak, mamy Polonię wzmocnioną kadrowo. Najpierw doszła ćwierć składu GKS-u Bełchatów, co pozwala mieć nadzieję, że nasza siła defensywna będzie na dobrym poziomie. Co prawda, naczelny gejożerca futbolu, Arkadiusz Onyszko, jednak nie będzie u nas grał i na bramce znowu zobaczymy pewnie Przyrowskiego. Sebastian to fajny koleś, ale zeszły sezon miał raczej średni. Już zapomniałem o radości, którą wywołał broniąc karnego w ostatniej sekundzie meczu z Odrą (to był szał!), a ciągle pamiętam farfocle, które wtaczały się do bramki z jego asystą, bądź asystą jego oczu.
Pozostaje mieć nadzieję, że tak czy owak, strzelimy więcej bramek niż wpuścimy.
O transferze Smolarka napisano już wszystko, więc nie ma co się powtarzać. To ciągle piłkarz wielkiego kalibru i pozostaje mieć nadzieję, że polska liga go nie przerośnie. Chodzi może nie o umiejętności, ale o drobny fakt, że o piłkę będzie musiał walczyć z drewniakami. Tu nie liczy się finezja, tylko gryzienie trawy. Mam nadzieję, że Ebi lubi jej smak, bo Polonia odnosiła sukcesy tylko wtedy, gdy szorowała tyłkami po murawie!
Poza tymi wzmocnieniami, mamy jeszcze Bruno z Jagielloni – ponoć niezły, ale miniona runda była w jego wykonaniu słabsza. Do tego w przygotowaniu są podobno kolejne transfery...
I co o tym myśleć. Gdyby to nie była Polonia, to bym powiedział, że taki zespół może walczyć o mistrzostwo. W to nie wierzę, ale w puchary już i owszem. O ile Lech zajdzie w pucharach względnie daleko, to jak to w Polsce bywa, forma mu mocno opadnie i w walce o czołowe miejsca może się nie liczyć. Z Wisłą liczę na to samo, a do tego to jednak słabszy zespół niż przed wakacjami. Wielka Legia zrobiła kilka drogich transferów, ale szczerze – wszyscy razem wzięci nie przyciągną na trybuny ludzi tak jak mógłby zrobić to Smolarek. A Smolarka mamy my. Wzmocnienia naszych szacownych sąsiadów są wielką niewiadomą i realnie uważam, że mocno z nimi wtopią. Nawet doping im nie pomoże – chociaż SKLW zapowiada, że koniec wojny. Ale będzie Walterowi patrzyło na ręce. Tak mówi każdy kto liczy na łapówkę, albo już ją dostał... Nieważne, nie mój burdel i nie moje dziwki.
Tak czy owak, dawno tak emocjonującego sezonu nie było. Tylko mam nadzieję, że po pierwszych kolejkach nie będziemy sami siebie pytali: jak mogliśmy przegrać i to tak wysoko? Oby nie, bo jak nie z takim składem, to obawiam się, że już nigdy...
Ja bym osobiście wolał, by chociaż część pieniędzy idących na kosmiczne apanaże, została zagospodarowana w inny sposób. O infrastrukturze stadionowej nie ma co marzyć, bo nam WOSiR sra obok pióra, ale zorganizować w Polonii sprawną i zasobną szkółkę piłkarską? Tradycje są bogate, a na „hodowli” zawodników można dobrze zarobić. Już nie wspominając o tym, że tym cwelom z ratusza byłoby niewsmak, gdyby klub, którego udają że nie widzą, zajmowałby się stołeczną młodzieżą z przytupem i efektami.
Może jak już powstanie baza w Markach, coś ruszy i w tym temacie.
Póki co jednak, mamy Polonię wzmocnioną kadrowo. Najpierw doszła ćwierć składu GKS-u Bełchatów, co pozwala mieć nadzieję, że nasza siła defensywna będzie na dobrym poziomie. Co prawda, naczelny gejożerca futbolu, Arkadiusz Onyszko, jednak nie będzie u nas grał i na bramce znowu zobaczymy pewnie Przyrowskiego. Sebastian to fajny koleś, ale zeszły sezon miał raczej średni. Już zapomniałem o radości, którą wywołał broniąc karnego w ostatniej sekundzie meczu z Odrą (to był szał!), a ciągle pamiętam farfocle, które wtaczały się do bramki z jego asystą, bądź asystą jego oczu.
Pozostaje mieć nadzieję, że tak czy owak, strzelimy więcej bramek niż wpuścimy.
O transferze Smolarka napisano już wszystko, więc nie ma co się powtarzać. To ciągle piłkarz wielkiego kalibru i pozostaje mieć nadzieję, że polska liga go nie przerośnie. Chodzi może nie o umiejętności, ale o drobny fakt, że o piłkę będzie musiał walczyć z drewniakami. Tu nie liczy się finezja, tylko gryzienie trawy. Mam nadzieję, że Ebi lubi jej smak, bo Polonia odnosiła sukcesy tylko wtedy, gdy szorowała tyłkami po murawie!
Poza tymi wzmocnieniami, mamy jeszcze Bruno z Jagielloni – ponoć niezły, ale miniona runda była w jego wykonaniu słabsza. Do tego w przygotowaniu są podobno kolejne transfery...
I co o tym myśleć. Gdyby to nie była Polonia, to bym powiedział, że taki zespół może walczyć o mistrzostwo. W to nie wierzę, ale w puchary już i owszem. O ile Lech zajdzie w pucharach względnie daleko, to jak to w Polsce bywa, forma mu mocno opadnie i w walce o czołowe miejsca może się nie liczyć. Z Wisłą liczę na to samo, a do tego to jednak słabszy zespół niż przed wakacjami. Wielka Legia zrobiła kilka drogich transferów, ale szczerze – wszyscy razem wzięci nie przyciągną na trybuny ludzi tak jak mógłby zrobić to Smolarek. A Smolarka mamy my. Wzmocnienia naszych szacownych sąsiadów są wielką niewiadomą i realnie uważam, że mocno z nimi wtopią. Nawet doping im nie pomoże – chociaż SKLW zapowiada, że koniec wojny. Ale będzie Walterowi patrzyło na ręce. Tak mówi każdy kto liczy na łapówkę, albo już ją dostał... Nieważne, nie mój burdel i nie moje dziwki.
Tak czy owak, dawno tak emocjonującego sezonu nie było. Tylko mam nadzieję, że po pierwszych kolejkach nie będziemy sami siebie pytali: jak mogliśmy przegrać i to tak wysoko? Oby nie, bo jak nie z takim składem, to obawiam się, że już nigdy...
wtorek, 11 maja 2010
Data którą warto zapamiętać
11 maja 2010 Polonia - Legia 1:0!!!
Dzisiaj piękny dzień, godny zapamiętania na długo. Polonia w derbach Warszawy pokonała cweli!!! Po raz pierwszy od dekady. Po raz pierwszy odkąd jestem aktywnym kibicem Dumy Stolicy widzę na własne oczy zwycięstwo nad Legią. Na razie jest jeszcze niedowierzanie, bo przecież co jak co, my jesteśmy przyzwyczajeni do wiecznego smaku porażek. Ale za chwilę pojawi się radość.
Nie ma co ukrywać, że gdy padła bramka dla nas, nie tylko skakałem ze szczęścia jak małe dziecko, ale do tego dosłownie popłakałem się. Może i nerwy jakie mi Polonia serwuje skrócą moje życie o kilka chwil, ale zaprawdę Wam powiadam, że dla takich momentów jak ten dzisiaj warto przez cały sezon łapać się za głowę i serce. Już nikt nie pamięta, że jeszcze niedawno potraciliśmy punkty w ostatnich sekundach, że nasz bramkarz został pokonany nawet przez kępę trawy, że nasi zawodnicy pół sezonu najzwyczajniej przespali, a napastnicy robią wszystko byleby tylko nie strzelić komuś gola. Tak to już bywa, jeden mecz potrafi zmazać wiele. Zwycięstwo nad kanalarzami zmazuje dosłownie wszystkie grzechy, tak przeszłe jak i kilka przyszłych.



Zdjęcie tablicy wyników to będę jeszcze dzieciom pokazywał, chociaż mam nadzieję, że teraz zielona truskawka nieprędko nas pokona.
Tym samym, zapewniliśmy sobie utrzymanie w lidze, a i JW już deklaruje z uśmiechem, że nie ma serca Polonii zostawić. Dzisiejszy doping, frekwencja i zaangażowanie po obu stronach daje jakiś promyk nadziei, że jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie na K6.
Mam nadzieję, że zmieni się wiele i to na lepsze, ale pozostawiłbym jednak ładunek emocji, który nam się tu funduje. W tym sezonie było ich mnóstwo i za to kocham Polonię Warszawa :)
Dzisiaj piękny dzień, godny zapamiętania na długo. Polonia w derbach Warszawy pokonała cweli!!! Po raz pierwszy od dekady. Po raz pierwszy odkąd jestem aktywnym kibicem Dumy Stolicy widzę na własne oczy zwycięstwo nad Legią. Na razie jest jeszcze niedowierzanie, bo przecież co jak co, my jesteśmy przyzwyczajeni do wiecznego smaku porażek. Ale za chwilę pojawi się radość.
Nie ma co ukrywać, że gdy padła bramka dla nas, nie tylko skakałem ze szczęścia jak małe dziecko, ale do tego dosłownie popłakałem się. Może i nerwy jakie mi Polonia serwuje skrócą moje życie o kilka chwil, ale zaprawdę Wam powiadam, że dla takich momentów jak ten dzisiaj warto przez cały sezon łapać się za głowę i serce. Już nikt nie pamięta, że jeszcze niedawno potraciliśmy punkty w ostatnich sekundach, że nasz bramkarz został pokonany nawet przez kępę trawy, że nasi zawodnicy pół sezonu najzwyczajniej przespali, a napastnicy robią wszystko byleby tylko nie strzelić komuś gola. Tak to już bywa, jeden mecz potrafi zmazać wiele. Zwycięstwo nad kanalarzami zmazuje dosłownie wszystkie grzechy, tak przeszłe jak i kilka przyszłych.
Zdjęcie tablicy wyników to będę jeszcze dzieciom pokazywał, chociaż mam nadzieję, że teraz zielona truskawka nieprędko nas pokona.
Tym samym, zapewniliśmy sobie utrzymanie w lidze, a i JW już deklaruje z uśmiechem, że nie ma serca Polonii zostawić. Dzisiejszy doping, frekwencja i zaangażowanie po obu stronach daje jakiś promyk nadziei, że jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie na K6.
Mam nadzieję, że zmieni się wiele i to na lepsze, ale pozostawiłbym jednak ładunek emocji, który nam się tu funduje. W tym sezonie było ich mnóstwo i za to kocham Polonię Warszawa :)
niedziela, 18 października 2009
Odwracanie fatum ogonem
Piłkarska Polonia pokonała swoje fatum i w sobotę odniosła od dawna oczekiwane zwycięstwo. Wynik i rywal nie rzucają na kolana, ale zaprawdę, powiadam Wam – radość była wielka, a droga do niej dramatyczna. Ten mecz to była istna alegoria życia szarego człowieka. Mieliśmy wszystko. Szczęście, zwątpienie, widmo porażki i końcowy triumf nad złem.
Przez ponad 600 minut boiskowych harców na trawie, nasi kopacze nie byli w stanie zdobyć bramki. Ostatnie mecze były jednym wielkim wstydem. Dzisiaj strzelili „aż” dwie. Walczyli, przechwytywali, naciskali na rywala, atakowali. Jak zawsze, razili nieskutecznością, indolencją i dziecinną czasami niemocą. Pod koniec meczu, drużyna gości zdobywa gola kontaktowego i zaczynają się nerwy. Bo Polonia to Polonia, my zawsze przegrywamy, nawet takie mecze, które już praktycznie mamy w garści. No i klops!
90 minuta meczu i kontrowersyjny karny dla Odry. Trzy punkty mówią nam „papa bando frajerów” i zostawiają na posterunku swojego młodszego brata, w postaci remisu. Po trybunach przechodzi jedynie śmiech. Ten szybko przeradza się w złość. Spojrzenia wszystkich mówią jedno: przez chwilę zapomnieliśmy jaka fortuna jest nam pisana. My jesteśmy Polonia, dom wiecznej klęski. Tu jest tak zawsze, od zawsze i na zawsze. Los w postaci gamonia ubranego na żółto wskazał nam jedynie nasze miejsce w szeregu, które w euforii opuściliśmy na chwilę. I wtedy staje się CUD.
Sebastian Przyrowski broni jedenastkę i cały stadion może utonąć w szale radości. O tyle pięknej, że z jej smakiem wszyscy się przecież pożegnaliśmy. Ale dostaliśmy ją z powrotem. I jak to w życiu bywa, taka radość smakuje dużo lepiej. Przez chwilę żyliśmy w innym gorszym świecie. Ale wróciliśmy do rzeczywistości, a ta okazała się piękna i szczęśliwa. Doceniamy to wyjątkowo. Jeden głupi mecz, a ile życiowych mądrości, nie mam racji?
I ja stałem jak ten głupek podnosząc ręce w geście wiktorii, a w oczach miałem łzy. I myślę, że nie tylko ja, bo końcówka zaiste piękną była.
A więc Polonia Warszawa – Odra Wodzisław 2:1 i oby to był początek złotej jesieni Czarnych Koszul.
W ramach rozprawiania się z demonami przeszłości, nabyłem taki oto szalik jak ten poniżej. Nawiązanie do wydarzeń z Podgoricy jest oczywiste. Traktuje to jako zdobycie ich barw, wet za wet, kto ma wiedzieć ten wie i pozdro dla kumatych. To krok w kierunku nowego życia, w którym nie ma miejsca na traumy z przeszłości. Nawet takie zabawne i drobne jak ta z Czarnogóry.
Przez ponad 600 minut boiskowych harców na trawie, nasi kopacze nie byli w stanie zdobyć bramki. Ostatnie mecze były jednym wielkim wstydem. Dzisiaj strzelili „aż” dwie. Walczyli, przechwytywali, naciskali na rywala, atakowali. Jak zawsze, razili nieskutecznością, indolencją i dziecinną czasami niemocą. Pod koniec meczu, drużyna gości zdobywa gola kontaktowego i zaczynają się nerwy. Bo Polonia to Polonia, my zawsze przegrywamy, nawet takie mecze, które już praktycznie mamy w garści. No i klops!
90 minuta meczu i kontrowersyjny karny dla Odry. Trzy punkty mówią nam „papa bando frajerów” i zostawiają na posterunku swojego młodszego brata, w postaci remisu. Po trybunach przechodzi jedynie śmiech. Ten szybko przeradza się w złość. Spojrzenia wszystkich mówią jedno: przez chwilę zapomnieliśmy jaka fortuna jest nam pisana. My jesteśmy Polonia, dom wiecznej klęski. Tu jest tak zawsze, od zawsze i na zawsze. Los w postaci gamonia ubranego na żółto wskazał nam jedynie nasze miejsce w szeregu, które w euforii opuściliśmy na chwilę. I wtedy staje się CUD.
Sebastian Przyrowski broni jedenastkę i cały stadion może utonąć w szale radości. O tyle pięknej, że z jej smakiem wszyscy się przecież pożegnaliśmy. Ale dostaliśmy ją z powrotem. I jak to w życiu bywa, taka radość smakuje dużo lepiej. Przez chwilę żyliśmy w innym gorszym świecie. Ale wróciliśmy do rzeczywistości, a ta okazała się piękna i szczęśliwa. Doceniamy to wyjątkowo. Jeden głupi mecz, a ile życiowych mądrości, nie mam racji?
I ja stałem jak ten głupek podnosząc ręce w geście wiktorii, a w oczach miałem łzy. I myślę, że nie tylko ja, bo końcówka zaiste piękną była.
A więc Polonia Warszawa – Odra Wodzisław 2:1 i oby to był początek złotej jesieni Czarnych Koszul.
W ramach rozprawiania się z demonami przeszłości, nabyłem taki oto szalik jak ten poniżej. Nawiązanie do wydarzeń z Podgoricy jest oczywiste. Traktuje to jako zdobycie ich barw, wet za wet, kto ma wiedzieć ten wie i pozdro dla kumatych. To krok w kierunku nowego życia, w którym nie ma miejsca na traumy z przeszłości. Nawet takie zabawne i drobne jak ta z Czarnogóry.
Etykiety:
fatum,
jebać pzpn,
karny,
ksp,
odra wodzisław,
piłka nożna,
polonia warszawa,
sędzia chuj
Subskrybuj:
Posty (Atom)